piątek, 25 listopada 2016

Czyste Piękno-plastry na nos, czoło i brodę


Hej dziewczyny! Miałyście kiedyś problem z wągrami lub zaskórnikami? Zawsze słyszałam od koleżanek jak denerwujące są ,,te małe czarne kropeczki", ale byłam tą szczęściarą, która nie miała z nimi do czynienia. Jednak ostatnio zaczęłam je zauważać - nie są szczególnie widoczne, malutkie, głównie na nosie ale też na brodzie. Przyznam, że lekko mnie to zmartwiło bo nie do końca rozumiem dlaczego nagle się pojawiły. Nie mam skóry tłustej, nie zmieniłam ostatnio ani pielęgnacji alni sposobu żywienia- jeżeli macie pomysły jakie mogą być tego powody bardzo proszę, dajcie znać.

Przechodząc do sedna- od razu zaczęłam walkę z nimi bo rzeczywiście, ,,małe czarne kropeczki", mimo, że prawdopodobnie są niewidoczne dla innych bardzo mi przeszkadzają i są w moim odczuciu nieestetyczne. Wybrałam się na zakupy do kilku drogerii, żeby wypróbować kilka rodzajów plastrów i przypadkiem trafiłam też na takie w Biedronce- szczerze mówiąc nie miałam pojęcia, że są tam tego rodzaju rzeczy. Nie wyobrażacie sobie, jakie było moje zaskoczenie, kiedy właśnie te z Biedronki okazały się najlepsze!

Biedronka mnie zaskakuje, wiem, że Was też, więc przejdźmy teraz jak najszybciej do mojej opinii na temat tych plasterków. Niesamowite jest to z jaką siłą wyciągają zanieczyszczenia i jak miękką skórę pozostawiają. Po pierwszym użyciu plastra do nosa, pozostało na nim  mnóstwo ,,paskudztwa"- nie byłam nawet świadoma tego, jak bardzo zanieczyszczona jest moja skóra w tym obszarze. Działanie takie plastry zawdzięczają węglowi- ich spód jest czarny, rozpuszcza się pod wpływem wody i uwalnia swoje oczyszczające właściwości. Kolejną niespodzianką jest to, jak widoczna jest zmiana w wyglądzie skóry na nosie- w moim przypadku stała się ona zdecydowanie zdrowiej wyglądająca, jędrniejsza i niesamowicie nawilżona- nie mogłam przestać głaskać się po nosie, był tak mięciutki! Dużą zaletą tego produktu jest jego wielkość- nie są to mikroskopijne plasterki, z którymi też się niestety spotkałam, tylko dość duże plastry, które wyczyszczą nie tylko obszar czubka nosa, ale też obszar wokół niego-a wiadomo przecież, że zanieczyszczenia nie koncentrują się tylko w jednym miejscu. Co do plastrów na brodę i czoło- na brodzie mój problem był znikomy, na czole nie było go wcale. Po dwukrotnej aplikacji plastrów na brodę mogę powiedzieć, że pozbyłam się problemu.

Podsumowując: polecam je każdej z Was, która ma mały budżet a denerwują ją zaskórniki, które potrafią być naprawdę zmorą- sama się o tym przekonałam. Jedno opakowanie plastrów zawiera dwie sztuki i kosztuje 5 zł. Ich minusem może być dostępność- są szybko wykupowane, co świadczy o tym, że nie tylko ja się nimi zachwyciłam. Aktualnie pozostał mi tylko jeden plasterek, więc jeżeli tylko na nie trafię zrobię duży zapas :)

Prawie bym zapomniała! Nadal staram się pozbyć zawartości szafy, więc zapraszam Was na mój vinted: klik Może którejś z Was coś wpadnie w oko :)

wtorek, 8 listopada 2016

Pielęgnacyjne hity z Biedronki + wyprzedaję szafę na Vinted!

Cześć! W zeszłym tygodniu pisałam Wam o moich ulubionych płynach micelarnych z Biedronki klik . Wiele z Was było bardzo zaskoczone tym, że w tej sieciówce możemy znaleźć tak dobry produkt, dlatego dzisiaj chciałam Wam przedstawić dwa kolejne kosmetyki biedronkowej marki BeBeauty, które stosuję jakiś czas i uwielbiam.

Jednak na wstępie mam dla Was krótkie ogłoszenie- jakiś czas temu zdecydowałam, że mam zdecydowanie za dużo ubrań. Niestety mam tak, że często kupuję pod wpływem impulsu, później nawet nie zakładam kupionych rzeczy. Dlatego postanowiłam je sprzedać i długo szukałam miejsca, gdzie najwygodniej byłby mi to zrobić. Trafiłam na portal Vinted, wiele z Was pewnie go zna. Mój profil . Bardzo Was proszę, wejdźcie, poklikajcie, może któraś z Was coś kupi. Na hasło slavicpower blog oferuję 15% zniżki :) Jeżeli któraś z Was ma konto na tym portalu to dawajcie znać i piszcie też, gdzie indziej mogę szybko sprzedać niepotrzebne rzeczy.



Wracając do tematu posta. Dzisiaj mam Wam do przedstawienia regenerujący krem do rąk oraz odżywczy balsam do ciała BeBeauty. Obydwa kosztują grosze i są mega łatwo dostępne.
Zacznijmy od kremu. Zadbane dłonie są dla mnie szczególnie ważne, źle się czuję kiedy są suche i popękane a niestety mam do tego skłonności. O skórę dłoni warto zadbać, szczególnie teraz, jesienną porą kiedy pogoda delikatnie mówiąc nie sprzyja :)

Ze względu na moja skłonność do przesuszania dłoni bardzo często są one w fatalnym stanie. Wtedy potrzebuję czegoś co natychmiast poprawi ich kondycję. Bardzo długo używałam kremu do rąk Evree, jednak kiedy trafiłam na ten BeBeauty wiedziałam, że spotkałam nową miłość. Po pierwszym użyciu, kiedy nasmarowałam ręce na noc, obudziłam się rano z nie swoimi dłońmi. Skóra była miękka, gładka i nawilżona, zniknęły zaczerwienienia, które często mam od zimna. Im dłużej go stosowałam tym byłam bardziej zachwycona i wracam do niego cały czas (to chyba moje 4 opakowanie). Posiada lekki, nienachalny zapach, który mi nie przeszkadza, co jest bardzo ważne bo jestem bardzo wrażliwa na zapachy. Z tego powodu nienawidzę kremów do rąk z Ziaji, które moim zdaniem mają straszny zapach. Jedyną wadą tego produktu BeBeauty jest jego wdajność- średnia w kieruku słabej.


Drugim hitem jest balsam do ciała z serii Oil Care. Jak sama nazwa wskazuje, zawiera olejki, które mają pomóc w regeneracji i utrzymaniu dobrej kondycji naszej skóry. Nie będę się o nim zbyt długo rozpisywać bo nie ma co tu dużo mówić- jest po prostu świetny. Działa od pierwszego życia, szybko się wchłania, nie zostawia na skórze ,,filmu", czego w niektórych balsamach bardzo nie lubię. Jest tani, wydajny i robi swoje- nic tylko brać! 


Podsumowując-bardzo polecam Wam te dwa produkty, nawet jeżeli nie przypadną Wam do gustu to nie stracicie wiele a możecie odkryć nowego ulubieńca :) Teraz, kiedy na dworze jest zimniej ciężej utrzymać skórę w dobrym stanie a te produkty z pewnością Wam w tym pomogą. Dawajcie znać, czy macie swoich ,,biedronkowych" ulubieńców, których warto wypróbować :)


sobota, 5 listopada 2016

Pielęgnacja włosów- czego nie powinnyśmy robić i na co zwrócić uwagę?

Jestem pewna, że przynajmniej połowa dziewczyn, które przeczytają ten wpis to włosomaniaczki, podobnie jak ja. Przyznam się bez bicia, że od od 1,5 roku moje włosy nie są w najlepszej kondycji. Nieodpowiednia pielęgnacja, nadużywanie prostownicy, wszystko to sprawiło, że bardzo dużo włosów mi wypadło, a te które zostały zrobiły się cienkie i słabe. Od dziecka byłam posiadaczką gęstych i grubych włosów, których kiedyś nienawidziłam bo nie potrafiłam sobie z nimi poradzić i wyglądałam jak Hermiona z pierwszych 3 części filmów o Harrym Potterze. Teraz jednak wiele bym dała, żeby powróciły do takiego stanu i myślę, że w końcu jestem na dobrej drodze, żeby do tego doprowadzić.

Przedstawię teraz kilka kroków, które podjęłam i których się trzymam, a przede wszystkim które dają widoczne efekty.

1. Całkowicie zmieniłam sposób w jaki myję włosy. Dawniej nie przykładałam do tego uwagi- moczyłam włosy, nakładałam szampon, płukałam i po sprawie. Teraz wiem, że woda, którą namaczamy i spłukujemy włosy nie może być ani za gorąca ani za zimna, ponieważ powoduje to otwarcie łuski włosa, a w efekcie jego osłabienie. Włosy myję w letniej wodzie i podczas rozprowadzania szamponu staram się nie masować głowy zbyt długo. Będzie to powodowało szybsze przetłuszczanie się włosów.

2. Odstawiłam na bok zabiegi takie jak prostowanie, kręcenie czy nawet suszenie. Robię to tylko od wielkiego święta i zawsze pamiętam, żeby zastosować jakiś preparat zabezpieczający przed wysokimi temperaturami. Jeżeli chodzi o suszenie nie robię tego już wcale- zawsze zostawiam włosy, żeby wyschły sobie swobodnie w swoim tempie. Jeżeli jednak musisz suszyć włosy bo bez tego nie jesteś w stanie ich okiełznać pamiętaj, żeby suszyć je od czubka głowy do końcówek i używać chłodnego strumienia powietrza.

3. Postawiłam masymalnie na pielęgnację i regenerację. Testuję bardzo dużo odżywek i masek (o moich faworytach były już posty na blogu klik & klik ). W przypadku nakładania masek i odżywek bardzo ważne jest, żeby nie nakładać ich od czubka głowy, tylko mniej więcej na wysokości uszu, aby nie podrażniać i nie wysuszać skóry głowy, bo powoduje to nadmierne przetłuszczanie i wypadanie włosów. Jeżeli chodzi o maski to w przypadku tych do włosów jestem zwolenniczką lekkiego przetrzymywania ich na włosach. Zawsze trzymam maskę ok 5 min dłużej niż zaleca producent. Dodatkowo fajnym trikiem jest nałożenie maski tuż przed wzięciem prysznica- włosy myjemy, nakładamy maskę, owijamy ręcznikiem i z tak owinięta głową bierzemy prysznic. Pod wpływem parowania ciepłej wody łuski naszych włosów otworzą się, przez co substancje zawarte w masce będą miały do nich łatwiejszy dostęp.

4. Regularnie podcinam końcówki włosów. Zawsze wizyta u fryzjera była dla mnie traumą bo wiązało się to z obcięciem dużej ilości włosów, których musiałam się pozbyć ze względu na fatalny stan końcówek. Teraz podcinam je średnio co 4-5 tygodni o ok 2-3 cm. Jest to praktycznie niezauważalna różnica, a sprawia, że mam stale zdrowe końcówki, a dodatkowo wpływa korzystnie na włosy i przyspiesza ich wzrost.

5. Do spania związuję włosy w dwa luźne warkoczyki. Sprawia to, że kiedy śpię nie ocierają się o siebie, a co za tym idzie nie niszczą się i nie elektryzują. Ważne jest też, żeby starać się nie spać w mokrych włosach.

Uff... To już mój drugi post w formie artykuły na blogu i przyznam się, że włożyłam w jego napisanie sporo pracy, mam nadzieję, że jest to zauważalne :) Dawajcie znać, czy również stosujecie, któryś z tych kroków i podzielcie się swoimi pielęgnacyjnymi trikami na temat włosów. Buziaki! :*

środa, 2 listopada 2016

Płyn micelarny z Biedronki-hit czy kit?

O płynach micelarnych BeBeauty słyszałam już jakiś czas temu. Na zakup mojego pierwszego opakowania skusiłam się na początku września, kiedy skończył mi się mój ulubiony płyn do demakijażu z Ziaji (możecie o nim przeczytać tutaj klik ). Miałam wtedy ochotę na wypróbowanie czegoś nowego, więc skusiłam się właśnie na BeBeauty.


Może wydać się Wam to dziwne, ale w tym produkcie bardzo podoba mi się opakowanie. Jest proste ale ,,z klasą", nie wygląda tanio i tandetnie jak wiele kosmetyków z tej półki. Jest wykonane z naprawdę porządnego plastiku i ma bardzo wygodną zakrętkę tzw. ,,dziubek".  Dostępny jest w trzech wersjach: niebieskiej i różowej, pokazanej na zdjęciu i zielonej, której nie mam ponieważ przeznaczona jest do skóry tłustej.

Na początku zakupiłam wersję niebieską i przyznam się, że byłam do niego nastawiona sceptycznie, co raczej rzadko mi się zdarza, ale zaskoczył mnie bardzo pozytywne. Na tyle pozytywnie, że zdecydowałam się zakupić kolejne opakowanie, tym razem różowe.

Czy te wersje różnią się między sobą? Nie widzę różnicy w skuteczności zmywania makijażu. Od razu zaznaczę, że tego typu produktów używam wyłącznie do demakijażu oczu. Obydwa radzą sobie z tym świetnie, szybko rozpuszczają makijaż i dokładnie go zmywają, również w przypadku kosmetyków wodoodpornych. Ważne jest dla mnie, że nie rozmazują go po twarzy, co często zdarzało mi przy innych tego typu produktach, a czego nie znoszę. Wersja niebieska pozostawia skórę nawilżoną a różowa przyjemnie schłodzoną. Najdziwniejsze wydaje mi się to, że o ile niebieska nie posiada praktycznie zapachu, jest on naprawdę ledwo wyczuwalny to różowa ma dość mocny, ale bardzo przyjemy zapach. Tak samo jeżeli chodzi o ich smak (zdarzało mi się zmywać nimi matowe pomadki w płynie-również super sobie radzą).  



Podsumowując zdecydowanie je Wam polecam. Kosztują grosze bo niecałe 5 zł i są dostępne w każdej Biedronce. Poleciłam je już kilku koleżankom i każdej dobrze się sprawdziły. Dajcie znać czy ich próbowałyście i jak się spisały. Buziaki!

piątek, 28 października 2016

Lovely K*Lips

Hej! Dzisiaj mam dla Was recenzję produktu, który wywołuje kontrowersje od początku swojego istnienia. Wiele dziewczyn zarzuca firmie Lovely ,,chamską stylizację" swojego nowego produktu, na sławne już kity od Kylie Jenner. Nie da się ukryć-pomadki te są zdecydowanie inspirowane tymi od Kylie ale czy jest w tym coś złego? Na wstępie chcę zaznaczyć, że uważam, że jest granica pomiędzy inspiracją a stylizacją- i firma Lovely nie przekroczyła tej granicy. Stworzyła coś podobnego ale w zupełnie swoim stylu-mówię tu o oprawie graficznej pomadek K*Lips. Dodatkowo sądzę, że Kylie, tworząc swój produkt doskonale zdawała sobie sprawę, że stanie się inspiracją dla wielu marek, bo nie oszukujmy się, pomysł stworzenia zestawów kontórówka&płynna pomadka jest genialny. Przejdźmy jednak do mojej recenzji.



Odkąd tylko zobaczyłam ten produkt, w zapowiedziach na stronie Rossmanna wiedziałam, że muszę go wypróbować. Na to aż będzie dostępny stacjonarnie w mojej galerii czekałam dość długo bo około miesiąca. Jakże się ucieszyłam, kiedy w ten poniedziałek znalazłam je na półce! Trochę mi się poszczęściło bo były to już ostatnie sztuki, a dwa kolory były kompletnie wykupione. Pomadki są dostępne w 5 kolorach, ja wybrałam tylko 1, do testów, ale chyba na tym się nie skończy.



Zacznijmy od wyglądu zewnętrznego, czyli opakowania. Z pewnością rzuca się w oczy. O ile nie mam zastrzeżeń do przedniej części opakowania, to bardzo przeszkadza mi motyw narysowanej z boku kobiety. Moim zdaniem psuje to klimat pudełeczka, wygląda tandetnie i tanio- zdecydowanie lepiej by było, gdyby nie było tam nic.


Przejdźmy teraz do tego, co mamy w środku. Zarówno konturówka, jak i pomadka prezentują się bardzo profesjonalnie, są dodatkowo zapakowane w plastikowy pojemniczek-moim zdaniem jest to na plus. 

Już robiąc swatche w drogerii zauważyłam, że w przypadku akurat tego koloru jest bardzo dobre przełożenie tego jak wygląda na żywo do tego jak prezentuje się na opakowaniu. Jednak trochę się przeraziłam, kiedy otworzyłam produkt w domu- kolor konturówki wydawał mi się kompletnie nietrafiony względem koloru pomadki. 


Na szczęście po nałożeniu obu produktów na usta okazało się, że stapiają się ze sobą i wyglądają razem wręcz idealnie. I teraz przejdziemy do recenzji samego produktu, zaczynając od konturówki. Wygląda jak zwykła szkolna kredka i szczerze mówiąc nawet pachnie tak jak ona. Wydawało mi się, że będzie bardzo twarda, bo na taką wygląda, jednak przeżyłam mega miłe zaskoczenie. To jak miękki jest ten produkt, i jak się rozprowadza na ustach to marzenie-jak masełko! Jednak mimo tego, ze jest tak miękka jest też bardzo trwała. Moim zdaniem jest to konturówka lepsza od sławnych produktów Golden Rose. Pomadka w płynie zawiera mały, ale bardzo wygodny i precyzyjny aplikator. Sama formuła pomadki przypomina mi bardzo formułę pomadek Long Lasting tej samej marki. Jest trwała ale nie jest to jakaś rewelacyjna trwałość. Powiedziałabym, że powyżej przeciętnej, ale bez szału. Jej dużym minusem jest to, że potrafi się ciastkować przy nakładaniu drugiej warstwy. Nosząc ją nie odczułam zbytniego wysuszenia ust, co bardzo ale to bardzo mi się podoba, zwłaszcza teraz jesienią, kiedy usta są dużo podatniejsze na uszkodzenia.



Co do koloru bardzo trudno mi go opisać, bo lekko różni się w zależności od światła co widzicie na wyżej zamieszczonych swatchach. Jednak nie da się ukryć, że z wyborem kolorów producenci trafili idealnie. Mimo, że mamy ich tylko 5 każdy znajdzie coś dla siebie. Podsumowując, uważam, że jest to produkt warty wypróbowania, łatwo dostępny i na każdą kieszeń, bo kosztuje raptem 20 zł, gdzie w cenie mamy i konturówkę i płynną pomadkę. Zdecydowanie polecam! 

Dawajcie znać, czy próbowałyście już tych pomadek i jak się Wam spisują. Pozdrawiam, buziaki! 

sobota, 22 października 2016

Night Out Routine-jak przygotować się na wielkie wyjście?

Cześć dziewczyny! Kończy się już październik, a co za tym idzie zaczyna się sezon półmetków i przygotowań do studniówki. Nie ukrywajmy-każda z nas chce podczas takiego wieczoru wyglądać rewelacyjnie i przyciągać spojrzenia. Tyczy się to również zwykłych piątkowych czy sobotnich imprez. Co więc zrobić, żeby tego ważnego wieczoru wyglądać jak najlepiej? W dzisiejszym poście postaram się pokazać Wam, jak najlepiej, jak wygląda moja ,,night out routine".

1. Pierwsze na co zwracam uwagę to pielęgnacja mojej cery. Chcę, żeby nawet bez makijażu wyglądała na zdrową i wypoczętą. Stawiam zazwyczaj na dokładne oczyszczenie, do którego używam kosmetyków z Ziaji, o których pisałam Wam tutaj klik . Ostatnimi czasy, zakochałam się również w maskach, szczególnie tych maskach w płacie. Wypróbowałam już ich kilka a ostatnio udało mi się zdobyć te ze skin79, które są dostępne w Douglasie i jestem nimi absolutnie zachwycona! Postaram się przygotować dla Wam post z dokładniejszą recenzją, dziś wspomnę tylko, że koniecznie musicie ich spróbować. Wiem, jednak, że wiele z Was odstrasza cena (15 zł za sztukę) i przyznam się Wam, że właśnie dlatego tak późno ich spróbowałam-za tę cenę wolałam kupić kilka tańszych masek. Na szczęście odkryłam ostatnio naprawdę świetny portal internetowy z kodami rabatowymi do sklepów takich jak właśnie Douglas, czy Sephora, ale nie tylko. Na  RABBLE znajdziecie mnóstwo zniżek i rabatów nie tylko do sklepów z artykułami kosmetycznymi. Obecnie mają mega fajny kod -20% na wszystko do Douglasa i uważam że jest to idealny moment, żeby zaopatrzyć się w te przeurocze maseczki, ale także inne kosmetyki, które w regularnej cenie są dla Was za drogie. Ja zamierzam zrobić duże zamówienie na inne kosmetyki skin79 i pomadki z Nyxa więc szykuję się duży haul! kody rabatowe Douglas


2. Zaraz po kondycji mojej skóry, bardzo ważne jest dla mnie jak prezentują się moje włosy. Mówi się, że mężczyźni dużą uwagę zwracają właśnie na nasze włosy- nie wiem oczywiście ile jest w tym prawdy. Jednak ja czuję się bardzo niekomfortowo, kiedy wiem, że moje włosy nie są w najlepszym stanie. Tak samo, jak przy pielęgnacji twarzy, stawiam na maskę. Po jej spłukaniu nie suszę włosów od razu- głównie dlatego, że zawsze na ostatnią chwilę wymyślam fryzurę, jaką chcę sobie zrobić :) Na co dzień prostuję włosy, jednak na wielkie wyjścia chcę, żeby wyglądały bardziej elegancko i układam lokówką. Moim absoulutnym must have jeżeli chodzi o imprezową fryzurę są dodatki-malutkie spinki czy błyszczące wsuwki, czasami nawet ozobne opaski, których mam w swojej kolekcji coraz więcej- wszystko to, oczywiście użyte z umiarem dodaje nam kobiecości i klasy. 

3. Włosy są zrobione, cera przygotowana, więc pora na makijaż. Z makijażem wyjściowym można bardziej poszaleć, może być mocniejszy i odważniejszy. Ja jednak nie lubię tutaj przesadzać. Stawiam głównie na usta i oko. Do makijażu oka używam ciemniejszych cieni niż te, które stosuję na co dzień. Główną różnicą pomiędzy moim codziennym, a wieczorowym makijażem oka jest to, że maluję kreskę. Na co dzień nie robię tego bo po prostu nie mam czasu. Jeżeli chodzi o usta, na wyjścia zawsze wybieram czerwienie i zawsze w macie. Może wydawać się to trochę nudne, ale bardzo pewnie czuję się w tym kolorze. Jeżeli chodzi o makijaż twarzy-nie różni się on zbyt od codziennego.  

4. Ostatnim punktem jest oczywiście strój. Stawiam na wygodę, ale chcę się również czuć kobieco, więc w 98% przypadków wybieram sukienkę lub spódniczkę. Kocham ciemne kolory, więc większość mojej garderoby jest w odcieniach czerni, brązu, granatu czy ciemnej zieleni. Ważne są też buty-każda z nas powinna posiadać parę szpilek, nieprzesadnie wysokich, ale wygodnych, w których naprawdę można przetańczyć całą noc. Ja mam jedną parę takich, klasycznie czarnych szpilek, kupionych 3 lata temu w no name w Londynie i są dla mnie nie zastąpione. 

To tyle, jeżeli chodzi o moją ,,przedimprezową" rutynę. Właśnie tak wyglądają moje przygotowania na różnego rodzaju wyjścia, są niezmienne od długiego czasu. Pamiętajcie, żeby przy takich okazjach nie przebierać się tylko ubierać, trzymać swój styl i nie robić z siebie na siłę kogoś innego. Sprawi to, że przez cały czas będziecie się czuły niekomfortowo i nie będziecie miło wspominać tej imprezy bo po prostu nie będziecie się dobrze bawić, kiedy np. ubierzecie niebotycznie wysokie szpilki, w których nie da się tańczyć, czy nałożycie za dużo makijażu, który spłynie Wam po jakimś czasie robiąc wam clowna na twarzy. Bądźcie po prostu lepszą wersją, ale tej samej osoby! Buziaki i miłej sobotniej imprezy! 





niedziela, 16 października 2016

Ulubione kolory ust na jesień | Golden Rose


Cześć! Mamy połowę października, jesień w pełni, więc przychodzę dzisiaj do Was z postem typowo sezonowym. Tę porę roku uwielbiam głównie ze względu na kolory- w makijażu, modzie na dworze. Dzisiaj kilka moich propozycji, jeżeli chodzi o makijaż ust. Przegrzebałam swoją półkę w poszukiwaniu tych naprawdę ulubionych odcieni i wybrałam 6, które chciałabym Wam zaproponować.

Pomadek Golden Rose raczej nie trzeba Wam przedstawiać, myślę, że każda z nas ma przynajmniej jedną sztukę w domu, jeżeli nie to koniecznie spróbujcie, gwarantuję, że się nie zawiedziecie. 
Moja pierwsza propozycja to sławna swego czasu płynna pomadka GR w numerze 10. Kupiłam ją jakoś na wiosnę i mimo początkowego zachwytu kolor nie za bardzo przypadł mi do gustu. Wróciłam do niej jesienią i teraz jest idealna. Lepiej wygląda na mojej mniej już opalonej twarzy, w zestawieniu z bardziej brązowym makijażem oczu i ciemniejszymi ubraniami, a tak właśnie wyglądam na co dzień jesienią. 

Druga propozycja to kolor, który mam w swojej kolekcji od ok tygodnia i nie wyobrażam sobie, żeby mogło go zabraknąć. Piękne głębokie wino, w pełni matowe- cudo! Jeżeli chodzi o matową kredkę z GR jej kolor wypadł tu trochę pomarańczowo, głównie ze względu na zestawienie z ciemnym winem na górze. Jednak w rzeczywistości jest to żywa, ale w pełni matowa czerwień, z gatunku tych, które będą pasować większości typów urody i na każdą okazję. 

Przejdźmy teraz do konturówek, niektóre je lubią niektóre nie. Historia pierwszego koloru, który Wam proponuję jest dość ciekawa, bo jak pewnie zauważyłyście nie jest to kredka do ust tylko do oczu. Swego czasu miałam mega fazę na brązowe usta- szukałam odcienia idealnej czekolady, której nie mogłam nigdzie znaleźć. Jednak kiedy na stoisku Golden Rose szukałam mojej nudziakowej kredki do ust Emily przypadkowo natknęłam się na tę i od razu wiedziałam, że to strzał w dziesiątkę. Na ustach wygląda przecudownie, piękny brąz z lekkim błyskiem- marzenie! 

Druga propozycja jest to chyba mój ulubiony kolor ze wszystkich. Idealny jesienny kolor, na granicy czerwieni i brązu. Bardzo podbija mój kolor oczu (niebieskie) i od kilku dni nie noszę niczego innego. Ostatnia kredka to znowu typowa czerwień, z gatunku tych ,,dla każdego". Jednak w przeciwieństwie matowej kredki o której mówiłam wyżej ta jest bardziej trwała i ma bardziej satynowe niż matowe wykończenie. 

Dawajcie znać, czy próbowałyście któryś z tych kolorów i jakie odcienie wy proponujecie na jesień :)